Blog > Komentarze do wpisu
Rogue Warrior

Moja pierwsza notka na pierwszym blogu. To chyba ważne wydarzenie? No jak dla mnie to napewno. Kolejny blog o grach, ile to już ich powstało. Ostatnio po rozpoczęciu cyklu "Jak zostać dziennikarzem growym?" w serwisie gamezilla.pl powstało ich zapewne więcej niż przez ostatni rok. Wypowiedzi ludzi zajmujących się tym tematem od lat skłoniło wiele osób do spróbowania się w tej dziedzinie. Nie będę ukrywał że jestem jedną z tych osób. W gry gram od zawsze. Pierwsza rzecz jaką pamiętam ze swojego życia to chyba zielony ekran Atari... taaa... to były czasy. Później pegasus, IBM aż wreszcie na komunie kupiłem pentiuma. Teraz mam 19 lat i wyrosłem na Grzesia znanego wszystkim jako maniak komputera. Dokładnie tak nazywają mnie znajomi, ale chyba mimo to mnie lubią. Przynajmniej takie sprawiają wrażenie. Pisać lubiłem zawsze. Czemu nie pisałem nigdy o grach? Nie wiem, sam się dziwie. Ale ważne że teraz będę pisał i mam całkiem dobry początek. Już na początku redakcja magazynu onezine zgodziła się przyjąć takiego laika jak ja bym mógł zdobyć u nich potrzebne doświadczenie. Jestem im za to bardzo wdzięczny. Moja pierwsza recenzja powstała właśnie dla nich i wiecie co... spodobała im się. Cenne rady i wskazówki dostałem od zastępcy redaktora naczelnego, Davyda. Świetny ziomek. Młodszy wiekiem, ale znacznie starszy doświadczeniem, zgodził się zostać moim mentorem na początku mojej kariery. A tu macie link do jego bloga. Dobra, wystarczy już tego wstępu. Czas na punkt kulminacyjny. Przed wami moja pierwsza w życiu recenzja gry Rogue Warrior.

 

Rogue Warrior

Rogue Warrior to gra o której nie jest bardzo głośno. Sam dowiedziałem się o niej przez przypadek z pewnego forum growego. Jest to projekt Bethesda Softworks stworzony przez Zombie Studios... przynajmniej tak było na początku, jednak po pewnym czasie żywe trupy zastąpiło studio Rebellion, twórca serii Alien vs. Predator.

Fabuła nie jest specjalnie rozwinięta. Akcja toczy się w 1986r. Na terenach Korei Północnej. Wcielamy się w postać Dick’a Marcinko, dowódcy amerykańskiej jednostki SEAL która zostaje wysłana na daleki wschód aby w odpowiedni sposób zająć się komunistycznym arsenałem nuklearnym. Gra z założenia miała oferować możliwość cichej egzekucji wrogów by swoją obecnością nie zwracać uwagi całego oddziału. Jak wyszło? Nie za dobrze. Fakt, możliwość podkradania się do wrogów jest, a ich cicha egzekucja wyciągnięta jest rodem z Manhunta. Jednak nie trwa to długo. O tuż w dalszej części każdej z misji zawsze znajdzie się jakiś wojak który odkryje naszą obecność i niezwłocznie zawiadomi o tym wszystkich swoich towarzyszy, a cała nasza assasinowa wędrówka pójdzie na marne. Wtedy nie pozostaje nam nic innego jak złapać jedną z niewielu broni jaką oferuje gra i przeć do przodu niczym Rambo.

Poruszając się po lokacjach jakie stworzyli dla nas twórcy, napotykamy większe bądź mniejsze grupy przeciwników. Opór z ich strony bywa całkiem spory, jest on jednak spowodowany liczebnością wroga, a nie jego taktyką. AI wbrew zapewnieniom twórców stoi na bardzo niskim poziomie. Nie boję się powiedzieć że wręcz przypomina ten z pamiętnego Wolfenstaina 3D. Na początku misji, gdy jeszcze podkradamy się do wrogów, możemy bezproblemowo biegać za ich plecami, a ci i tak nas nie usłyszą. W otwartej walce nie jest wcale lepiej. Wróg rozstawi się na pozycjach i nie zmienia ich aż do śmierci, wychylając się co jakiś czas by oddać strzał. Zabijanie ich w tym wypadku ogranicza się do zlokalizowania pozycji wroga i strzeleniu do niego w momencie gdy się wychyli. Można też obrzucać przeciwnika granatami od których nie chętnie ucieka.

Grafika prezentuje się ładnie, jednak nie spełnia standardów Crisisa, czy Far Cry’a 2. Nie jestem typem gracza który wybiera gry na podstawie grafiki, więc nie przeszkadzały mi niedociągnięcia których nie mało w RW, aczkolwiek słyszałem opinie które krytykowały wygląd tej produkcji jak by mówiono o wspomnianym już Wolfenstainie.

Kolejną ciekawostką są bugi, jedne w rozgrywce przeszkadzają mniej inne bardziej, jednak są... i to na znacznie większą skalę niż mogło by się wydawać. Gdy strzelałem do jednego z Koreańczyków wytłumionym pistoletem, ten zrobił kilka dziwnych rotacji w powietrzu po czym spadł na ziemie. Nie wyglądało to zbyt realistycznie, aczkolwiek bardzo zabawnie. Panowie z Rebellionu, umożliwili nam wykorzystanie różnych skrzynek czy ścian do osłony zza których możemy się wychylić, by zestrzelić wroga. Jednak na większą skalę jest to nieporęczne, a w niektórych momentach przy użyciu takiej zasłony obraz szaleje uniemożliwiając nam grę i zmuszeni jesteśmy wychylić się w standardowy sposób, ‘na rambo’.

Odpowiedni jest za to język jakim posługuje się nasz bohater w walce. Słowa typu ‘fu**’, ‘motherfuc***’ czy ‘bullsh**’ są często używane przez Dick’a, który lubi komentować zabijanie wroga. Czemu powiedziałem że jest to odpowiednie? W bardzo wielu strzelankach, w których walczymy o życie jesteśmy przedstawiani jako bohaterowie którzy zachowują zimną krew w każdej sytuacji, panując również nad własnym językiem. Według mnie jest to prawie niemożliwe gdy wokół nas giną nasi przyjaciele. Dlatego w tej kwestii RW ma u mnie dużego plusa.

Podsumowując, Rogue Warrior jest kolejnym zwykłym FPSem w którym chodzi o zabijanie wrogów, a fabuła ma podrzędne znaczenie. Zdecydowanie więcej w niej Warrior niż Rogue, co może rozczarować fanów skradanek, jednak spodoba się ona sympatykom strzelania do kaczek. Nie jest to gra dla młodych graczy, ponieważ dużo w niej brutalności (np. wspomniane wcześniej manhuntowe egzekucje), jednak tym starszym powinny spodobać się teksty mówione które mimo swej wulgarności wywołują uśmiech na twarzy.

Recenzja napisana dla:

www.onezine.pl

 

 

środa, 09 grudnia 2009, amsterdam997

Komentarze
2009/12/09 18:44:25
Brawa dla mentora [w tle widać owacje na stojąco oraz dziewczyny piszczące z zachwytu na mój widok]!
Jak napisał Frable wstąpił do OneZine jako laik, ale opuści nas zapewne z podpisaną umową o pracę z jakimś znanym, polskim (albo i zagranicznym!) pismem komputerowym.
No a blog już leci do moich ulubionych.